OBSERWATOR I LIGOWY 14 kolejka – 31.01.2010
W tej kolejce dwa mecze wzbudziły szczególne emocje. Ale były to spotkania, które toczyły się na dwóch różnych biegunach w sensie poziomu sportowego. INPULS ALPOL w najsilniejszym I-wszoligowym składzie ogólnopolskim wygrał z liderem ligi środowiskowej MILIMEXEM 5:4. Ten mecz stał rzeczywiście na poziomie ogólnopolskim oraz mega-niespodzianka w postaci remisu WIZOPOLU (kandydat do mistrzostwa) z WWT POLSKA (zespół zagrożony spadkiem). To drugie spotkanie odbiegało zdecydowanie poziomem od tego pierwszego. I tylko wynik 3:3 wzbudził ogromne emocje.
GP KM REXPOL – PLACMAT VORSTADT 1:1
W pierwszym meczu tych rozgrywek VORSTADT wygrał 5:3, więc podopieczni Piotra Guzego chcieli się zrewanżować. Oba zespoły posiadają identyczny bilans punktowy i różnicę bramek i walczą o trzecie miejsce w tabeli. Mecz był niesłychanie wyrównany i zacięty. Do przerwy było 0:0, więc wszystko miało się rozstrzygnąć w drugiej odsłonie. Ale druga połowa również nie przyniosła rozstrzygnięcia. Oba zespoły zdołały strzelić po jednym golu. 0:1 – Krzysztof Górnik w 24 min. Wyrównał 55 sek. do końca meczu najlepszy strzelec zespołu i I-wszej ligi – Michał Wolak z rzutu karnego. Oba zespoły więcej uwagi poświęcały na obronę dostępu do własnej bramki niż na zaryzykowanie akcji ofensywnych. Nikt nie chciał przegrać. To zrozumiałe. Ale remis chyba żadnego zespołu nie satysfakcjonuje.
INPULS ALPOL – MILIMEX 5:4
Na to spotkanie czekali wszyscy sympatycy piłki w Siemianowicach Śl., czy lider ligi środowiskowej poradzi sobie z drużyną reprezentującą nasze miasto w I-wszej lidze ogólnopolskiej. Wprawdzie MILIMEX minimalnie uległ – 5:4. Ale swojego występu i gry nie musi się wstydzić. Do 30 min. MILIMEX prowadził 4:1. I do tego momentu INPULS nie potrafił znaleźć recepty na inteligentną, pełną poświęcenia grę podopiecznych Roberta Tabora. Daniel Wojtyna przejął rolę lotnego bramkarza. Trzeba przyznać, że ten element gry kapitalnie wykonywali w tym meczu piłkarze INPULSU. Gracze MILIMEXU byli po prostu bezradni wobec fantastycznych akcji Wojtyny, Bartoszka, Jagiełły, Krzywki i kolegów. Wydawało się, jakby piłkarze MILIMEXU stanęli w miejscu. Krzysztof Jasiński z MILIMEXU w 40 min. (47 sek. do końca) trafił w słupek. W sumie zasłużone zwycięstwo drużyny INPULSU ALPOLU. Ale MILIMEX także pokazał ogromną klasę. To było po prostu widowisko.
WIZOPOL CHEŁMEK – WWT POLSKA 3:3
Tak jak napisałem na wstępie ten wynik to mega-niespodzianka. Przecież oba zespoły walczą o zupełnie różne cele i w tabeli dzieli ich różnica 18 punktów (prawdziwa przepaść). Ale na parkiecie nie było tego widać. Fantastycznie bronił Gruszecki. A tacy piłkarze jak Foremny, bracie Kuczkowie, Waszczyszyn, czy Lis wiedzą na czym polega piłka halowa. Na pewno zespół WIZOPOLU CHEŁMEK posiada większy potencjał piłkarski, co wyraźnie uwidacznia miejsce w tabeli i dorobek punktowy. Ale w tym konkretnym meczu Miozga, Rabczak i „spółka” nie potrafili tego udowodnić. Nie wiem, co miało większy wpływ na taki wynik. Czy słaba dyspozycja WIZOPOLU CHEŁMEK, czy rozumna inteligentna taktyka i nietuzinkowe przecież umiejętności zespołu braci Kuczków. Tak czy siak, ten punkt może się okazać bezcenny dla WWT POLSKA. Natomiast strata dwóch punktów WIZOPOLU może ich drogo kosztować.
MARYSIEŃKA GISZOWIEC – WIEWIÓRA ZAKŁAD REM-BUD 7:3
Kolejny bardzo dobry występ zespołu MARYSIEŃKI. Tym razem ich „ofiarą” padł zespół WIEWIÓRY, który jest już w bardzo trudnej sytuacji. Natomiast zespół Krzyśka Solarza tym efektownym wysokim zwycięstwem chyba definitywnie oddalił widmo spadku lub barażu. Tym bardziej, że MARYSIEŃKA z meczu na mecz gra coraz lepiej. Do przerwy chłopcy z Giszowca prowadzili już 3:0 i pozbawili rywali wszelkich złudzeń. Solarz pełnił rolę nie tylko dyrygenta zespołu, ale również egzekutora (4 gole). W ogóle cały zespół MARYSIEŃKI funkcjonował jak dobrze naoliwiona maszyna. Wybornie bronił Stalmach, nawet strzelił gola (do pustej bramki). W końcówce zespół WIEWIÓRY wycofał bramkarza, ale nadziewał się tylko na stratę kolejnych goli przytomnie grającej MARYSIEŃKI.
CORDIS – TKKF NIEBIESCY BAŃGÓW 3:0
Bezproblemowe zasłużone zwycięstwo CORDISU. Myślałem, że TKKF postawi trudniejsze warunki w tym meczu CORDISOWI. Biorąc pod uwagę to, co pokazali tydzień temu w meczu WIZOPOLEM. Ale każdy mecz jest inny. BAŃGÓW starał się, walczył ambitnie, z determinacją owszem. Ale to okazało się trochę za mało na dobrze dysponowany tego dnia zespół CORDISU. Okazało się, że osiem lat grania bez przerwy w czołówce I-wszej ligi zrobiło swoje. Chociaż z tego „starego” składu został tylko Knapik i Madoń. Ale CORDIS to ciągle duża klasa. Do przerwy było tylko 1:0. Ale później dominacja zwycięzców nie podlegała już dyskusji. Może zadecydowały dwa błyskawiczne gole zdobyte przez CORDIS w 14 i 40 sek. II-giej połowie. To podcięło skrzydła piłkarzom TKKF. Odyga dwa razy trafił w poprzeczkę, raz z rzutu karnego w 40 min. meczu. Ale to za mało.
OBSERWATOR
|