I znowu na hali "Pszczelnik" byliśmy świadkami niesamowitych emocji. Trzy spotkania szczególnie były bardzo zacięte i wynik ważył się do ostatnich sekund meczu. Mianowicie CORDIS – MARYSIEŃKA 0:0. Wynik rzadko spotykany w piłce halowej. Mecz TKKF NIEBIESCY BAŃGÓW – WIZOPOL CHEŁMEK 5:6. Był to najlepszy mecz BAŃGOWA w tych rozgrywkach i nie tylko. Oraz mecz MILIMEX – VORSTADT 5:4, gdzie również emocje sięgały zenitu. Mecze WIEWIÓRY z INPULSEM oraz GP – KM z WWT POLSKA miały jednostronny przebieg i nie dostarczyły już takich wrażeń.
CORDIS – MARYSIEŃKA GISZOWIEC 0:0
Prawie trzynaście lat obserwuję wydarzenia na hali „Pszczelnik”, ale takiego wyniku nie pamiętam. Tydzień temu zespoły CORDISU i MARYSIEŃKI rozegrały kapitalne mecze przeciwko MILIMEXOWI i WIZOPOLOWI, czyli dwóm najlepszym drużynom I-wszej ligi. Więc byłem bardzo ciekawy, jak zagrają tym razem. Ale każdy mecz jest inny. I przyznam się szczerze, że to spotkanie ździebko mnie rozczarowało. I nie dlatego, że nie padły żadne bramki. Jak łatwo się domyślić najlepszymi graczami na parkiecie byli obaj bramkarze, Madoń i Stalmach. Ale pomogli im w tym zawodnicy grający w polu, którzy stwarzali zbyt mało czystych sytuacji strzeleckich. Na pewno ten remis nie zadowala obu zespołów. Ale punkt to punkt.
TKKF NIEBIESCY BAŃGÓW – WIZOPOL CHEŁMEK 5:6
Jeżeli powiem, że decydujący gol dla WIZOPOLU padł 11 sekund do końca meczu autorstwa Szostoka, po genialnym podaniu Mirka Miozgi, to możemy sobie wyobrazić, co się działo w tym meczu. Ale po kolei. Już w 2 min. Appel strzelił na 1:0. Wcześnie w idealnej sytuacji spudłował Lazar, ale potem się zrehabilitował i zdobył dwa gole. Ale NIEBIESCY BAŃGÓW to twardziele. Drzewiecki i Odyga wyprowadzili swój zespół na prowadzenie – 3:2. W 23 min. riposta Rabczaka. Czyli gol za gol. 4:3. „Szpic” Odygi w 28 min. z dystansu. Miozga bierze rolę lotnego bramkarza. 5:3, Drzewiecki do pustej bramki. Sensacja wisi w powietrzu. Ale WIZOPOL ani myśli odpuścić. Wszak walczą o mistrzostwo. Strzelają kolejne trzy gole załamanym graczom BAŃGOWA (Stec i Rabczak i wspomniany na początku Szostok). Wielki dramat TKKF-u, ale ogromny szacunek i podziw dla obu zespołów, które stworzyły widowisko.
MILIMEX – PLACMAT VORSTADT 5:4
Mistrz kontra wicemistrz, czyli wszystko jasne i na temat. Mecze tych zespołów należą od lat do klasyków i przejdą do historii tej hali. VORSTADT jest bardzo niewygodnym zespołem i szczególnie MILIMEXOWI napsuł sporo krwi. Szczególnie w ubiegłym sezonie, kiedy zdetronizował pięciokrotnego mistrza I-wszej ligi. Nie inaczej było w tym meczu. Chociaż MILIMEX zagrał inaczej niż w I-wszej rundzie z VORSTADTEM, kiedy to przegrywał już 0:2 i nie udało się już wygrać tylko zremisować. Już w 1 min. Wiana uzyskał prowadzenie – 1:0. I mieli gracze MILIMEXU jeszcze kilka świetnych sytuacji. Ale potem do głosu doszli gracze VORSTADTU i do przerwy było 2:2 (Drożdżyński, Bąk i Tomczyk). 3:2 Mitas po pięciu minutach przewagi MILIMEXU 3:3 Paweł Król. W 30 min. rozstrzygnęły się losy meczu. Dwa gole (Sudoł i Wiana) ustawiły ten mecz. Jeszcze Bąk strzelił na 5:4. Ale to było wszystko na co było stać VORSTADT w tym meczu.
WIEWIÓRA ZAKŁAD REM-BUD – MERITUM INPULS ALPOL 9:3
INPULS kolejny raz musiał zagrać w składzie rezerwowym, odbiegającym od ogólnopolskiego I-wszoligowego. Ale trzeba przyznać, że WIEWIÓRA też nie mogła wystawić optymalnego składu. Dlatego ich sukces jest tym cenniejszy, szczególnie w takich rozmiarach. Co ważne to wysokie i zasłużone zwycięstwo pozwala mieć nadzieję przynajmniej na grę w barażach o utrzymanie. Do przerwy było tylko 3:2 dla zespołu WIEWIÓRY, więc wszystko rozstrzygnęło się w II-giej połowie meczu. Po piątym golu Walczaka, który był ozdobą meczu, INPULS całkowicie się rozkleił. W zespole WIEWIÓRY bogatym łupem bramkowym podzielili się Walczak, Mierzwa i Klaus Martin, wszyscy solidarnie zdobyli po 3 gole.
WWT POLSKA – GP KM REXPOL 1:8
Drużyna GP posiadała przed tym spotkaniem 8 pkt. Przewagi i rzecz jasna była faworytem w tym meczu. Ale nikt się nie spodziewał zwycięstwa w takich rozmiarach. Nie ma co, sytuacja WWT staje się powoli trudna. Kolejna porażka nie rokuje optymistycznie na przyszłość. Natomiast chłopcy Piotra Guzego w tym roku strzelili rywalom już 13 goli, tracąc tylko dwa. Do składu powrócił Michał Wolak i to gwarantuje kolejne sukcesy i bramki. Losy tego meczu rozstrzygnęły się w II-giej połowie. Bo do przerwy było tylko 0:1 i mecz był raczej wyrównany. Ale druga połowa to popis zespołu GP. Już w 1 min. II-giej połowy padł drugi gol dla GP, którzy systematycznie powiększali przewagę, aplikując rywalom jeszcze 6 goli. Zwycięstwo bardzo dobrze grającego Piotra Guzego nie jest niespodzianką, ale jego rozmiary na pewno.
OBSERWATOR.
|