Aktualności

Relacja z 7 kolejki Ligi Siemianowickiej

 

SIEMIANOWICKA LIGA HALOWA            7 kolejka
24.11.2013r.
 
Siódma kolejka pierwszej ligi, nie przyniosła żadnych zmian w układzie tabeli. Tabela ligowa nawet nie „drgnęła”. Wszystkie zespoły pozostały na swoich dotychczasowych pozycjach. Główni faworyci do tytułu mistrzowskiego, ekipy MILIMEXU, HUDERBUDU i GP.REX-POL, solidarnie wygrały swoje spotkania i wzbogaciły swoje konto o kolejne trzy punkty. Te trzy wymienione drużyny nie zaznały jeszcze porażki. Tuż za „wielką trójką” plasuje się rewelacja poprzedniego sezonu i także obecnego, drużyna BLUE-BOYS. Siódma kolejka przyniosła sporą niespodziankę w postaci porażki GRUPY LABOR z niedocenianym, ale ciągle walczącym zespołem TKKF NIEBIESCY BAŃGÓW 6:7. Reasumując robi się bardzo ciekawie i na górze i na dole tabeli. Nie ma spotkań nieważnych.
 
 
WICHARY TECHNOLOGIES -  GP.REX-POL             2:4
Drużyna Piotra Guzego była zdecydowanym faworytem tego spotkania. Wszak walczą o mistrzostwo. Ale WICHARY udowodnił swą dotychczasową postawą, że każdy zespół musi się z nimi liczyć. Grają szalenie ambitnie, zawsze do samego końca. W meczu z faworyzowanym GP.REX-POL-em także skóry tanio nie sprzedali. Chociaż drużyna GP.REX-POL-u przez większą część spotkania posiadała inicjatywę i kontrolowała przebieg meczu. Po golach Marcina Grzywy i najlepszego na boisku Śliwy GP.REX-POL prowadził 2:0. Ale tuż przed przerwą lider wicemistrza Przemysław Witek zmniejszył w 18 minucie na 1:2. Ten gol stworzył pewną perspektywę na dobry wynik dla WICHAREGO na drugą połowę. Po zmianie stron oba zespoły przystąpiły do ataku, bo nie było na co czekać. Wynik nie był pewny dla obu drużyn. W 35 i 36 minucie gry rozstrzygnęły się losy meczu dwa razy. Śliwa strzelił do siatki bardzo dobrze broniącego w tym meczu Roberta Gotschola. Wystarczyło 30 sekund nieuwagi WICHAREGO. W 40 minucie solenizant Sebastian Pająk zmniejszył rozmiary porażki na 2:4. Wygrał zasłużenie zespół lepszy piłkarsko. Ekipa WICHAREGO rozegrała jednak dobry mecz.
 
TAJFUN - BLUE- BOYS            1:3
Czwarty zespół ligi chorzowski BLUE-BOYS przystąpił do tego spotkania bez czterech podstawowych graczy (Todys,Herok,Szczypior,Dobek). Po za tym TAJFUN znajduje się w strefie spadkowej i na gwałt potrzebuje punktów. Ale BOYSI pokazali grę bardzo dojrzałą i trochę wyrachowaną. Są zespołem bardzo doświadczonym i posiadają w składzie kilka indywidualności, które potrafią zadecydować o losach meczu (Krystian Maroń czy Adam Bidelski). Do przerwy „niebiescy” prowadzili 2:0. To spory kapitał w tak wyrównanym meczu. W 22 min, gwiazda TAJFUNU Bartek Mączka super strzałem zdobył „kontakt” 1:2. TAJFUN przejął inicjatywę i momentami przeważał, ale bez efektów bramkowych niestety. Kiedy wyrównanie wisiało na włosku, gracze TAJFUNU sprawili prezent graczom BOYSÓW. Podali „na tacy” piłkę Maroniowi. „Kriss” nie zwykł takich podarunków marnować. Wjechał do pustej bramki zrozpaczonych graczy TAJFUNU – 1:3.I kolejny siwy włos na skroni trenera Jacka Dydaka. TAJFUNOWI zabrakło skuteczności, zimnej krwi i boiskowego cwaniactwa.
 
HUNGER BUD - WWT POLSKA           8:4
Zespół braci Grędysów i Mariusza Langnera był bez wątpienia faworytem tego meczu, to niezaprzeczalny fakt. Ale spodziewałem się, że WWT, jakby nie było trzeci zespół ubiegłego sezonu, nawiąże przynajmniej wyrównaną walkę z wiceliderem tabeli. Ale drużyna Oskara Kuczka grała bardzo nierówno w tym spotkaniu. Wszyscy zawodnicy wypadli poniżej swoich faktycznych możliwości, a to było zdecydowanie za mało na HUNGER BUD, który funkcjonował jak dobrze naoliwiona maszyna. Po 7 minutach było już 2:0, po golach Kusia i Mariana Langnera. W 20 minucie spóźnialski Marek Odyga zmniejszył na 1:2, ale po 10 sekundach znów Kuś pozwolił HUNGEROWI odskoczyć na 3:1. Jeszcze „Hagi” przestrzelił karny przedłużony, Kuś trafił w słupek, a Marek Odyga pokazał, jak strzela się karne przedłużone. 3:2 do przerwy. Po zmianie stron, wymiana ciosów i kanonada. 4:2 - „Marian Wielki”, 5:2 – Michał Biliński (bramkarz)!, 6:2 – Borowiecki. Okres koszmarnej gry w obronie WWT POLSKA. 6:3 (Painta), 6:4 (Tomecki), 7:4 (Borowiecki), 8:4 (Jakobczyk). Jak widać z tej wymiany ciosów lepiej wyszli gracze HUNGER BUDU. Oba zespoły zagrały nonszalancko w tyłach, a piłkarze HUNGER BUDU mieli lepiej nastawione celowniki.
 
TKKF NIEBIESCY BAŃGÓW -  GRUPA LABOR       7:6
Drużyna braci Wawrzonów zdobyła pierwsze bardzo cenne punkty. Po serii sześciu przegranych z rzędu pokonali faworyzowany zespół GRUPY LABOR – 7:6. W tym spotkaniu padło dużo goli. Do przerwy było już 5:3. Dla Laborowców były mile złego początki. Już w 2 minucie Sieroń strzelił gola na 1:0. Ale Żochowski w 4 minucie wyrównał na 1:1. Po raz drugi błyskotliwy Sieroń podwyższył na 2:1. A więc wszystko zgodnie z planem. Później nastąpił zryw TKKF-u. Strzelili bezkarnie cztery gole pod rząd i zrobiło się 5:2. Fatalny okres gry LABORU w tyłach. Niesamowity Sieroń strzelił swoją 3 bramkę i do przerwy jest 5:3. Po zmianie stron TKKF miał 2 gole przewagi i pozwolił sobie na małą wymianę ciosów, z której w sumie wyszedł obronną ręką. O sukcesie Bańgowa zaważyła większa determinacja w grze i lepsza skuteczność. O słabej LABORU w tyłach już wspominałem. Gole dla zwycięzców zdobyli: Olszewski – 3, Żochowski – 3 oraz Ł.Wawrzon i Pfeifer po jednym. Dla pokonanych poza Sieroniem strzelali Rudzik – 2 i Zawisza. Niespodzianka!
 
WZM SIEMIANOWICE - MILIMEX       2:4
Był to bardzo dziwny mecz w wykonaniu obu zespołów. Mistrz w 5 pierwszych minutach sparaliżował całkiem zagubiony zespół „wojskowych”. „Szosti” Sebastian Szostok już w 40 sek. strzelił gola na 1:0, później kapitan Marcin Wolny podwyższył na 2:0. A trzecią bramkę zdobył „Waluś” Marek Walczak. To był istny huragan MILIMEXU. Mistrz miał okazję strzelić jeszcze co najmniej dwa gole (Dyrda, Walczak, Blady). Ale WZM się otrząsnął i zaczął grać swoje. A MILIMEX się całkowicie pogubił. Stanęli dosłownie w miejscu. Marek Mazik strzelił cudownego gola na 1:3 (stadiony świata). A kiedy Martin Klaus uzyskał „kontakt” na 2:3, sytuacja MILIMEXU zrobiła się trudna. Mazik, Klaus Martin, Łukasz Nos, czy Lazar „szaleli” na boisku. Ale MILIMEX to twarda sztuka. Jeszcze raz się pozbierali i „Mati” Blady pięknym strzałem w okienko ustalił wynik meczu w końcówce. Mistrz już do końca kontrolował przebieg wydarzeń. Ale łatwo nie było.
OBSERWATOR
 

 

 

26.11.2013| Powrót
Komentarze (1)
Treść:
Podpis:
 

made a lot of sense. But, think about this, what if you added a little cotnnet? I mean, I dont want to tell you how to run your blog, but what if you added something to maybe get peoples attention? Just like a video or a picture or two to get people excited about what youve got to say. In my opinion, it would make your blog come to life a little bit.

Manzano | 2015-11-27 16:30:02