Aktualności

Relacja z 7 kolejki Ligi Siemianowickiej

 
OBSERWATOR    SIEMIANOWICKA LIGA HALOWA 7 KOLEJKA 18.11.2012
 
Siódma kolejka pierwszej halowej ligi siemianowickiej miała arcyciekawy układ par. Właściwie tylko spotkanie mistrza i lidera MILIMEX z beniaminkiem TKKF NIEBIESKIMI SITA BAŃGÓW miało zdecydowanego faworyta, co zresztą potwierdziło się w tym meczu. Pozostałe pary tworzył zespoły, które sąsiadowały w tabeli z podobną zdobyczą punktową. Szczególnie fascynująco zapowiadały się mecze wicelidera (WWT POLSKA) z trzecim zespołem (GP REX-POL) oraz ostatniego (INPREX) z przedostatnim (FC GISZOWIEC). Mnie osobiście cieszy fakt, że prawie wszystkie mecze miały ogromny ładunek emocji i stały na przyzwoitym pierwszoligowym poziomie.
 
WICHARY TECHNOLOGIES – BLUE BOYS   2:2
Tak jak wspomniałem na wstępie był to mecz sąsiadów w tabeli, których dzielił punkt różnicy. Oba zespoły spisują się bardzo dobrze w tegorocznych rozgrywkach. Szczególnie WICHARY TECHNOLOGIES, który posiada bardzo mocny i ciekawy zespół. Obie drużyny rozpoczęły mecz w zawrotnym tempie. Postawiły na ofensywny styl gry. Ale trochę szwankowała precyzja i wykończenie akcji pod bramkami Todysa i Hepy, którzy zresztą spisywali się znakomicie w całym meczu, czego efektem jest stosunkowo niski wynik tego spotkania. Pierwsi opanowali się piłkarze WICHAREGO, którzy objęli prowadzenie ze sprawą Grzesia Kowalskiego w 5 min. po wzorowej akcji. Było to uwieńczeniem przewagi i większej ilości sytuacji bramkowych. Ale zauważyłem, że BOYSI dobrze wykonują stałe fragmenty gry. 1:1 (Herok), piękne uderzenie z rzutu wolnego w 14 min. Druga połowa była podobna. Twarda, męska walka na pograniczu faulu, ale bez złośliwości i brutalności. Sroka i Herok ustalili remisowy wynik tego meczu w 27 i 38 min. Remis oczywiście nikogo nie zadowala, ale wydaje się, że był odzwierciedleniem tego, co działo się na boisku.
 
 
TKKF NIEBIESCY SITA BAŃGÓW – MILIMEX                    3:9
W 30 sek. meczu „Emil” Skrzypiec cudem uratował mistrza przed utratą gola (Dawid Majnusz). Ale za chwilę Adrian Appel już nie miał litości dla śpiąco grających graczy MILIMEXU (1:0, Appel, 1 min.) Podopieczni Eugeniusza „Gyniola” Maroka widząc, że to nie żarty, rozpoczęli swoją „sambę”. 1:1 (Blady) po wzorcowej akcji byłej MARYSIEŃKI (Marko, Solarz, Blady). 8 min. 1:2 (Dyrda), cudowna asysta Marko. 9 min. 1:3 (Solarz) sam przez całą halę „rozjechał” cały TKKF. 1:4 (Mitas) po wspaniałym rajdzie Marcina Wolnego. 10 min. Cztery gole w ciągu 120 sekund. Pozamiatane. Jeszcze „Mati” Blady strzelił na 1:5 w 13 min. Marek Walczak na 1:6 po asyście „Matiego” w 17 min. Poprzeczka „Matiego” i „setka” Walczaka. Czyli mała demolka Bańgowa. Bardzo utalentowany Majnusz zmniejszył na 2:6. MILIMEX widząc, że ma już mecz pod kontrolą nieco popuścił, ale po przerwie dołożył jeszcze trzy gole, grając trochę nonszalancko, takimi zrywami. Jak zawsze. Gdyby MILIMEX grał przez cały mecz na pełnych obrotach, to dla BAŃGOWA skończyłoby się to katastrofą. 2:7 Dyrda, ale ogromna zasługa „Solo” Solarza, który wywalczył straconą piłkę. 2:8 (Wolny) po wzorowej akcji całej czwórki. 2:8 (Appel). Adrian był obok Majnusza graczem, który dorównywał klasie i umiejętnościami zawodnikom MILIMEXU. 3:9 (Mitas) po wspaniałej asyście „Matiego” Bladego.
 
 
WWT POLSKA – GP REX-POL                      7:3
Drużyna WWT spisuje się w tych rozgrywkach rewelacyjnie. Mają uzasadnione aspiracje do tytułu mistrzowskiego. Posiadają piekielnie mocny skład, bardzo doświadczonych halowców. Fakt, że w meczu z GP REX-POLEM mieli trochę ułatwione zadanie. Ponieważ zespół Piotra Guzego nie mógł skorzystać z usług Wolaka, Krzywki, Moslera i Langnera. Ale w niczym nie umniejsza to wartości sukcesu i faktu, że WWT był zespołem zdecydowanie lepszym w przekroju całego meczu. Stanowili po prostu zespół, czego nie można powiedzieć o drużynie GP. Właściwie to tylko Grzywa, Grosman i Świerczyński zagrali na wysokim poziomie. Reszta miała różne momenty. To było zdecydowanie za mało na WWT. 1:0 (Kuczek Oskar) świetne uderzenie spod drabinek w długi róg, nie do obrony. 1:1 (Grzywa) z dystansu. 2:1 („Hagi” Bartoszek) kopia strzału Oskara. 3:1 (Odyga) Dwa gole w ciągu 20 sekund. Brak koncentracji w zespole GP. Kiedy Marcin Mierzwa strzelił na 4:1 w 15 min. wydawało się, że GP REX-POL już się nie podniesie. Ale WWT niepotrzebnie głęboko się cofnął i w 36 min. po golach Świerczyńskiego zrobiło się 4:3. GP wycofał bramkarza. Musiał ryzykować. 3:5 Tomecki. 3:6 Grądzki. 3:7 Pokorski. Wszystko do „pustaka”. Siedem goli dla wicelidera strzeliło siedmiu graczy. To był po prostu zespół.
 
 
FC GISZOWIEC – INPREX                2:6
Trudno powiedzieć, czy INPREX był tak dobry, czy GISZOWIEC tak słaby. Prawda zazwyczaj leży w środku. Faktem jest, że INPREX strzelił w tym meczu tyle prawie goli (6) co w sześciu dotychczasowych kolejkach (8). Ważne jest to, że zagrali wreszcie na miarę swoich możliwości i we właściwym momencie odzyskali skuteczność. Bo stylowo zawsze prezentowali się efektownie. Nawet brak Gruchacza, Gruszki, Florka, Sarackiego, Siedleckiego i Goncerza nie może tłumaczyć fatalnej postawy GISZOWCA i umniejszać wartości sukcesu INPREXU. Dybczyk, Stachura, Porwoł, Stachański sfinalizowali po prostu bardzo dobrą grę, szczególnie pod względem taktycznym całego zespołu. O grze GISZOWCA nie da się nic sensownego napisać, poza tym, że Klimas i Grzejszczak strzelili gole.
 
 
WZM SIEMIANOWICE – TAJFUN                 3:1
WZM pokonał bardzo trudnego rywala, ale grającego chimerycznie i nierówno. WZM od początku postawił na atak i to przyniosło efekt w postaci gola w 2 min. (Maszczyk). Był to efekt ataku non-stop. Potem gra trochę „siadła” i mecz zrobił się wyrównany, ponieważ TAJFUN się otrząsnął i zaczął grać to, co potrafi. Zaczęli realizować rady trenera Jacka Dydaka. Najlepszy gracz TAJFUNU Mączka strzelił na 1:1. Takim rezultatem zakończyła się pierwsza odsłona. Wiadomo było, że o losach meczu zadecyduje druga połowa meczu. I tu się potwierdziło powiedzenie, że tak się gra, jak przeciwnik pozwoli. Oba zespoły poszły na wymianę ciosów stawiając na atak. I dobrze. Falowe ataki z obu stron, ale chaotyczne i żywiołowe. I tutaj zaprocentowało większe ogranie, doświadczenie i umiejętności indywidualne graczy WZM-u. 2:1 (Maszczyk) 32 min., po 10 sek. słupek Glika. Wreszcie 3:1 (Glik) 34 min. Ciężko wywalczone, ale zasłużone zwycięstwo WZM-u. Brawa dla obu zespołów za grę do końca i postawę fair play.
 

21.11.2012| Powrót
Komentarze (0)
Treść:
Podpis:
 
Brak komentarzy